Historia opon Dębica rozpoczęła się w 1937 roku, wraz z decyzją o utworzeniu Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP). W Dębicy miał powstać oddział poznańskiego Stomilu, produkujący na potrzeby wojska. Zakład zaprojektowali polscy inżynierowie we współpracy z amerykańskimi ekspertami z firm General Tire oraz E. Hoover.
Budowa trwała dwa lata. 30 marca 1939 roku w Fabryce Gum Jezdnych w Dębicy wyprodukowano pierwszą oponę. Początkowe moce produkcyjne wynosiły 350 kompletów ogumienia dziennie. W czasie II wojny światowej fabryka została przejęta przez niemiecki koncern Continental Gummiwerke AG Hannover. Po 1945 roku zakład powrócił do polskich rąk, wznawiając produkcję i stawiając na modernizację. Przełom nastąpił w latach 70., kiedy z taśm zjechały pierwsze dębickie opony radialne.
Transformacja ustrojowa przyniosła kolejne zmiany. W 1991 roku przedsiębiorstwo przekształcono w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a w 1994 roku zadebiutowało ono na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Kluczowy moment nadszedł w 1995 roku, gdy pakiet kontrolny akcji wykupił amerykański gigant – The Goodyear Tyre & Rubber Company. Dzięki temu Dębica zyskała dostęp do nowoczesnych technologii. W 2007 roku ruszyła inwestycja w produkcję opon typu High Performance (o wysokich osiągach).
Obecnie w dębickiej fabryce produkowane są nie tylko opony marki Dębica, ale także ogumienie marek premium należących do koncernu: Goodyear, Dunlop, Fulda oraz Sava.


Przebita opona, nagły spadek ciśnienia, sezonowa wymiana albo drgania kierownicy przy większej prędkości. W takich momentach pojawia się hasło „wulkanizacja”. Większość kierowców zna to słowo, choć nie każdy dokładnie wie, co kryje się za nim w praktyce.

Światła w samochodzie to jeden z tych tematów, który wydaje się prosty do momentu, aż warunki na drodze zaczynają się zmieniać. W dzień sprawa wygląda inaczej niż po zmroku, podczas mgły czy w tunelu. Nic dziwnego, że wielu kierowców ma wątpliwości.

Wymieniłeś opony na nowe, auto gotowe do jazdy i wydaje się, że temat z głowy. Dopiero po powrocie do domu sporo osób przypomina sobie, że został jeszcze stary komplet. Cztery zużyte sztuki lądują w garażu, piwnicy albo bagażniku „na chwilę”, która często przeciąga się na długie miesiące. Nagle okazuje się, że zajmują miejsce, przeszkadzają i dalej nie wiadomo, co najlepiej z nimi zrobić.